Z podróży –  to lekka przesada, bo to był kilkudniowy wypad. Któregoś dnia córka oznajmiła – jedziemy nad morze.

Teraz? Coś ty, to nie jest dobry czas. Pewnie nie będzie też ładnej pogody, poczekajmy z tym wyjazdem. Na to córka – pakuj się. Zrozumiałam, że negocjacji nie będzie. Pojechałyśmy.

Najbliżej jak można, prosta, dobra droga, niezbyt duży ruch – do Kątów Rybackich na Mierzei Wiślanej. W pensjonacie, z którego do plaży było ok. 50 m, byłyśmy tylko my dwie. Na plaży niewiele więcej.  Ale i tak dla tej małej grupki słońce urządzało o zachodzie spektakl. Plaża ładna, pod nogami skrzypiący piasek. Teraz, bez parawanów i grajdołków, wydaje się bardzo szeroka. Ludzie pozdrawiają się, mijając. Bardzo to sympatyczne. Po raz pierwszy udało mi się uzbierać garstkę bursztynków. Mew niewiele i nienachalne, nad brzegiem koczują kormorany.

A las… bajkowy. Pięknie ukształtowany pagórkowaty teren, poszycie z mchów i paproci, jagodziny i mnóstwo pięknych roślinek, których oczywiście nie znam z  imienia. Drzewa magicznie powyginane, a w ich koronach rywalizują ptasie chórki. I ta wspaniała bujna zieleń i to wspaniałe morskie powietrze.

Spotkałyśmy się z dwoma jeleniami, sarenką i dwoma liskami. Stawały, przyglądały się chwilę i ruszały w swoją stronę. Zdawało mi się, że coś mówiły, chyba żeby nie hałasować. W pobliżu rezerwat kormoranów, gniazda wypełniły się maluchami, z kilometra słychać ich piszczenie.

A jak smakowała świeżutka, smażona rybka jedzona na ławce, z widokiem na morze ( bo jedzenie na wynos), a nie w zatłoczonej smażalni !

I jedno przykre wrażenie – przekop na mierzei. Rozorana plaża z maszynami, wyrżnięty las. Konieczny ten gwałt na naturze?

Dni  teraz długie, starczyło nam jeszcze czasu na zwiedzenie Elbląga z ładną starówką i interesującym muzeum, pozachwycanie się po raz kolejny zamkiem w Malborku, starym Gdańskiem z Neptunem i innymi atrakcjami, Krynicą Morską z latarnią.

Zachęcam do takich, nawet krótkich wyjazdów. Pewnie już niedługo nie będzie tam tak cicho i urokliwie. Teraz można prawdziwie odpocząć i naładować akumulatory.

A nasze dzieci, które nas mobilizują do aktywności, może lepiej wiedzą co dla nas dobre? Więc poddajmy się czasem ich dyktaturze.

Pozdrawiam, do rychłego spotkania na szlaku  

 Hanka Pniak

„Przyłóż muszlę do ucha, o czym mówi, posłuchaj…”