Cieszymy się, że Alinka zareagowała na nasz apel – prośbę i podzieliła się z nami jak m.in. spędzają czas, będąc uwięzionymi przez tego „stwora w koronie”. Dziękujemy bardzo, będziemy czekać na następne relacje, trochę zazdrościmy tych „podróży” oraz związanych z nimi cierpliwości i wytrwałości, trzymajcie tak dalej, będzie dobrze. Prosimy innych wycieczkowiczów o wpisy jak sobie radzicie z ogromem wolnego czasu, jakim zajęciom go poświęcacie, jakimi radami służycie innym, jak dbacie o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne; zapraszamy.

Barbara

A ja moi drodzy wybrałam się razem z małżonkiem do Niu Jorku. Ogrodu nie posiadamy, nie jesteśmy zmotoryzowani i słabo u nas z orientacją w terenie. Nie mogę zdzierżyć, że ten mikroskopijny „łajdak i szczeżuja najlepszy kęs nam życia ujadł” . Dlatego też przez bez mała tydzień błądziliśmy w gąszczu drapaczy chmur aż osiągnęliśmy cel. Nie obyło się bez nerwów. Następna wycieczka do Paryża. Czekajcie na relację.


Au revoir!

Alina