Ja też miałem aktywną środę. Była to, można powiedzieć, turystyka ogrodowa.Wiele tras ogrodowych wiedzie od drzewka do drzewka, od krzaczka do grządki, a to znowu od tunelika do kmpostownika i tak w koło Macieju po kilkanaście razy. A ile ciekawych rzeczy dzieje się już w ogrodzie. Niespodziewanie zakwitły mi niektóre żonkile i szafirki – widocznie miały cebulki posadzone niezbyt głęboko i nie potrzebowały dużo czasu, aby przebić się na powierzchnię. Swoje pąki wystawiły już na światło dzienne hiacynty i narcyze. Może przymrozek ich nie dostrzeże i już w kwietniu zaczną kwitnąć.

 Z zeszłorocznych pietruszek wyrastają nieśmiało świeże natki. Posiałem też niedawno nasiona pietruszki, ale one potrzebują do wschodów aż kilka miesięcy. Zawsze mam dużo pietruszki, bo uwielbiam świeżą nać. W lecie, zerwaną prosto z grządki, spożywam niemal do każdego śniadania.

 Już kiedyś chwaliłem się moimi „wyniosłymi” grządkami. Niektórzy mówią, że one są dla inwalidów, którzy nie mogą się nisko schylać. Starszym osobom też ułatwią życie. Podoba mi się hasło, które przeczytałem gdzieś w internecie:

„zamieniamy trawniki na warzywniki”.

Inspekty, które zrobiłem ze starych barierek balkonowych, ustawiłem właśnie na trawniku. Zrobiłem im foliowe czapki, bo straszą, że przyszły tydzień będzie zimny, a nawet mroźny. Co prawda wsiałem już do jednego z inspektów sałatę, rzodkiewkę, koperek i cebulę, ale jeszcze z ziemi nie wyszły, więc mały przymrozek szkody im nie uczyni – tym bardziej, że mają przecież foliowe czapeczki.

Na parapetach okiennych oczekują już zioła i kwiatki na rozsadzenie do inspektów. Muszą się jeszcze wstrzymać chociaż tydzień. Od listopada do chwili obecnej co kilka dni jem zupę – krem z iści jarmużu. Całą zimę przetrwały, bo nie boją się mrozów. Bardzo smakuje mi ta zupa robiona przez moją małżonkę. A jaka jest zdrowa, ta zupa oczywiście, choć małżonce też niewiele dolega – tak stosownie do wieku.

Tylko patrzeć jak zakwitnie magnolia, bo krzew pigwowca nie czeka i już pękają mu czerwone pączki kwiatowe. Nie wszystko jest piękne i pachnące. W kąciku gospodarczym kompostuję wszystkie odpadki kuchenne pochodzenia owocowego i warzywnego. Ziemię z nich wykorzystam w przyszłym roku. Obok gromadzę śmierdząca sprawę – krowi obornik, który w małych ilościach przywożę czasami od zaprzyjaźnionej gospodyni z Woli Kopcowej. Mówi się, że to złoto ogrodnika.

Za jakiś czas postaram się pokazać czy coś mi w tych inspektach i tuneliku wyrosło czy też nie.

Pozdrawiam

Ryszard Opałko