Sobkowskie rozmaitości

24 lipca na małej stacji w wiosce Sokołów przystanął pociąg  i wysiadł z niego przewodnik Ryszard Garus, a za Nim na peron wyskoczyło 23 miłośników pieszych wycieczek po regionie świętokrzyskim. Początkowo podchodziliśmy na górujące nad stacją wzniesienie wzgórz Sobkowsko- Korytnickich w fetorku obornika z pobliskiej chlewni, a dalej wśród dojrzałych zbóż i ukwieconych ugorów.

Wzgórza, po których wędrowaliśmy rozciągają się od miejscowości Brzegi na zachodzie po Włoszczowice na wschodzie i osiągają wysokości do 300 m n.p.m. Nasz przewodnik wybrał 10 – kilometrowy odcinek nad Sobkowem, gdzie na jednym z widokowych miejsc omówił dookolną panoramę, roztaczającą się od Kielc na północy po Jędrzejów na południu .

Przystanek śniadaniowy na Galicowej  górze (291 m n.p.m.) przerwał nam deszczyk przechodzący w solidne lanie i towarzyszył nam ok. 1 godziny do Sobkowa, ale nie takie trudności pokonywaliśmy z naszą uniwersytecką paczką. W Sobkowie – dawnym miasteczku (do 1869 r.) – przed kościołem parafialnym pan Ryszard opowiedział nam historię tutejszego zboru Kalwińskiego,  który powstał w XVI wieku i przetrwał ok. 50 lat.

Stąd udaliśmy się do oddalonej  o 1,5 km Fortalicji Sobkowskiej na trzecie śniadanie w ładnie zagospodarowanych obiektach podworskich, a o historii tego miejsca opowiadał nam pan Andrzej Borkowski, obecny właściciel  działających tam: restauracji, hotelu, stadniny, przystani kajakowej i sali bankietowej. Bardzo zaciekawił nas tematem genius loci tych posiadłości – XVIII – wiecznym właścicielu Sobkowa Jozafacie Szaniawskim .

Dalsza wędrówka do stacji PKP to trzykilometrowy spacer nadnidziańskimi łąkami  do miejscowości  Sokołów, gdzie o godzinie 14.17 wsiedliśmy do pociągu, z którego wyskoczyliśmy na dużej stacji w mieście Kielce, a piszący tę relację ulotnił się z pociągu na stacji Sitkówka – Nowiny.                                                                 

Do następnego wypadu – Ryszard Janaszek

Zdjęcia: Jurek Iwaniec, Barbara Wielińska