„To jest moja matka ta ziemia” – Jan Paweł II

W ostatnią środę maja 13-to osobowa grupka optymistów, którzy uwierzyli w internetową prognozę pogody (lekkie zachmurzenie, ewentualne przelotne opady) wyruszyła na wycieczkę Szlakiem Papieskim z Kaczyna do Dymin. Oczywiście na naszych środowych wycieczkach bywało często znacznie liczniejsze grono piechurów, ale wiadomo, nie każdy jest optymistą. Dlatego widząc wczesnym rankiem zachmurzone niebo i słupek termometru, który zatrzymał się w okolicy 12 o C, tylko ci najbardziej zdeterminowani stawili się „na zew” ogłaszany jak zwykle na blogu turystycznym Uniwersytetu Trzeciego Wieku „Ponad Czasem” oraz Stowarzyszenia Ziemia Świętokrzyska. Tych co nie zawiedli organizatorów wycieczki, witały na przystanku autobusowym uśmiechnięte twarze koleżanek i kolegów, a przede wszystkim sympatycznej Ewy Ramian, doświadczonego Przewodnika Świętokrzyskiego, która już kilkakrotnie prowadziła nas po znanych i nieznanych szlakach Ziemi Świętokrzyskiej.  

Około 30-to minutowa jazda autobusem MPK minęła niepostrzeżenie i nasza nieliczna grupka znalazła się wśród pięknego sosnowego lasu w Kaczynie, na skraju Cisowsko-Orłowińskiego Parku Krajobrazowego. Po przejściu około pięciuset metrów zatrzymaliśmy się przed frontonem kościoła pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej i Św. Jana Pawła II w Kaczynie. Tutaj wysłuchaliśmy kilku informacji o erygowanym w 1992 r. kościele parafialnym i o działającej w bezpośrednim sąsiedztwie kościoła placówce Caritas Diecezji Kieleckiej – „Eko-Wypoczynek”. W tym całorocznym ośrodku wypoczynkowo-rekreacyjnym, dysponującym 120 miejscami noclegowymi, organizowane są przede wszystkim letnie i zimowe turnusy wypoczynkowe dla dzieci i młodzieży z kraju i zagranicy.

Po zrobieniu kilku zbiorowych fotek ruszyliśmy dziarsko papieskim szlakiem. Niestety, już po chwili nastąpiło, no może nie „gwałtowne załamanie pogody,” wspominane czasami przez uczestników różnych prawdziwych wypraw, ale po prostu zaczął podać deszcz i trzeba było pospiesznie otwierać parasole lub zakładać peleryny. Na szczęście okazało się, że był to tylko mały i na dodatek przelotny deszczyk, który dosyć szybko przestał nam towarzyszyć.

Nasza nieliczna, dziarsko maszerująca kolorowo ubrana grupa, wzbudzała po drodze pewne zainteresowanie wśród tamtejszych mieszkańców, a zwłaszcza ich szczekających piesków. No cóż, już tak jest i do tego wszyscy przywykliśmy. Natomiast „milczące” i pełne skupienia spojrzenia kierowane w naszą stronę przez stadko czterech dorodnych koników, które na nasz widok przestały skubać trawkę na malowniczo zielonej łące , na pewno zapamiętamy na bardzo długo, jak również bociana, który ku naszemu zdziwieniu, zamiast w gnieździe, stał dumnie na kominie budynku.

Ja mam jeszcze jedną, swoją nadzieję, że może uda mi się w końcu zapamiętać, że te mijane po drodze drzewa, z licznymi kiściami drobnych, białych kwiatków – to kwitnące w maju czeremchy, a niewielkie krzewy obsypane żółtymi, pięknymi kwiatkami to żarnowce.

Nie zapowiadanym, ale bardzo ciekawym punktem wycieczki okazała się rozmowa z napotkanym pracownikiem Lasów Państwowych, który dokonywał skrupulatnych obmiarów i znakowania kloców drewna, zgromadzonych na poboczu leśnej drogi pożarowej. Od tego właśnie pana, pracującego w Nadleśnictwie Daleszyce na stanowisku podleśniczego, uzyskaliśmy szereg fachowych wiadomości odnośnie zasad mierzenia i obliczania ilości pozyskiwanego drewna. Usłyszeliśmy także wiele ciekawych informacji dotyczących gospodarki leśnej, w tym również ochrony drzewostanów przed szkodliwym działaniem kornika drukarza.

Przy okazji tej miłej rozmowy zostaliśmy poddani zbiorowemu testowi na spostrzegawczość. Niestety, uzyskaliśmy wynik raczej mierny, bo z naszej grupy tylko jeden kolega, maszerujący „na końcu peletonu” zauważył tablicę informacyjną z napisem „Zakaz wstępu. Ścinka i zrywka drzew”. Pomimo, że znaleźliśmy się na terenie objętym zakazem wstępu, nie spotkały nas z tego tytułu żadne nieprzyjemne konsekwencje. Nie występowało bowiem obecnie realne zagrożenie dla takich postronnych osób jak my, gdyż ścinkę drzew zakończono tutaj już jakiś czas temu. Ponadto pan podleśniczy uznał, że w naszym przypadku wystarczy tylko udzielenie stosownego pouczenia i dlatego nie wykorzystał innych uprawnień, przysługujących w takich sytuacjach wszystkim pracownikom służby leśnej.

Miłym akcentem kończącej się majowej wycieczki było odkrycie przy naszym szlaku dużej połaci pięknych leśnych konwalii. Trudno było się im oprzeć więc niemal błyskawicznie powstało wiele pięknych bukietów. I w tym momencie los zetknął nas powtórnie ze znanym już panem podleśniczym, który nadjechał właśnie swoim samochodem. Dopiero teraz dowiedzieliśmy się, że jeszcze do niedawna, bo do 2014 roku, te cudnie pachnące kwiaty objęte były częściową ochroną gatunkową. Obecnie są chronione tylko w parkach narodowych, rezerwatach oraz na obszarach Natura 2000, a więc nie w dymińskich lasach. Uff … kolejny raz mieliśmy szczęście.

Może tak właśnie było, a może opisując te zdarzenia, trochę je podkolorowałem …. no nie wiem ?

Na zakończenie tej relacji nie od rzeczy będzie wspomnieć także o tym, że środowe wycieczki są świetną okazją do wspólnych degustacji różnych domowych wyrobów kulinarno-gastronomicznych. Doskonałe walory smakowe prezentowanych wyrobów świadczą dobitnie o tym, że oprócz zamiłowania do pieszych wędrówek wielu uczestników posiada także umiejętności i doświadczenie w wytwarzaniu przeróżnych specjałów. … I już niech tak pozostanie.

Tekst: Stefan Jackowski

Zdjęcia: Irenka Danieluk, Ewa Ramian, Jasiu Kowalczyk, Rysiu Opałko

Kolaż ze zdjęć pięknej natury wykonał Rysiu Opałko