W dniu 23 marca kilkanaście osób z naszej grupy turystycznej znalazło się wśród równie zapalonych wycieczkowiczów i wspólnie autokar powiózł nas w stronę Tarnowskich Gór. W drodze do celu naszej wycieczki, zatrzymaliśmy się na parę chwil, aby obejrzeć ruiny zamku biskupów krakowskich w Siewierzu. Nie jest moją intencją, aby zanudzać czytających ten wpis, długą historią, jaką zamek ten posiada, więc postaram się króciutko wspomnieć, w jakim stylu zamek budowano w poszczególnych okresach wiekowych.

Zamek powstał na miejscu drewnianej warowni z XIII wieku. Początki murowanej budowli nie zostały jednoznacznie ustalone – jedne badania naukowe wskazują na drugą połowę XIV wieku, za panowania książąt cieszyńskich, inne – że pierwsza faza gotyckiego zamku przypada na pierwszą połowę XIV wieku. Z biegiem stuleci, biskupi modernizowali i przebudowywali zamek, aż w wieku XVI przekształcono go w stylu renesansowym.  Na przełomie XVII i XVIII stulecia kolejny raz zamek rozbudowano, wznosząc skrzydło wschodnie z kaplicą i przykrywając wieżę barokowym hełmem.

Od XVII wieku w zamku działał budzący grozę Trybunał Siewierski, który bardzo często szafował wyrokami śmierci, dlatego powstało ostrzeżenie: „Bij, kradnij, zabijaj, ale Siewierz omijaj”. My jednak niewinni, zignorowaliśmy to porzekadło i z zainteresowaniem zwiedziliśmy pozostałe ruiny zamku. W latach 50-70 XX wieku, następnie w 1999 roku prowadzone były prace, zmierzające do zachowania zamku w stanie tzw. trwałej ruiny z zachowanym obwodem murów, wieżą bramną i zrekonstruowanym barbakanem.

Następnie udaliśmy się do celu naszej wycieczki, czyli do Tarnowskich Gór, do Zabytkowej Kopalni Srebra. Zwiedzanie rozpoczęliśmy w centrum edukacji o tarnogórskim  górnictwie kruszców srebra, ołowiu i cynku, o czym opowiadał nam miejscowy przewodnik. Przed dalszym zwiedzaniem, musieliśmy założyć twarzowe kaski, występujące w różnych kolorach. Nasz wybór padł na żółte, najbardziej widoczne i powędrowaliśmy do windy wąskim wyrobiskiem korytarzowym, zwanym sztolnią.  Nie dość, że korytarz ten wąski był, to często tak niski, że niektórzy z pokorą musieli pochylać głowy, aby ocalić nie tyle kaski, co głowy, ale i tak, co jakiś czas dało się słyszeć uderzenia kasków o skały, szczególnie tych, których natura obdarzyła wyższym wzrostem. Najbardziej ucierpiał kask Tadeusza, bo wiemy, że nasz kolega to wysoki jest, szczęście, że głowa nienaruszona. Dotarliśmy do windy górniczej, która poprzez szyb „Anioł” , „ zniosła” nas na głębokość  40,5 m. Aby oddać atmosferę pracy górników, podziemia zostały udźwiękowione w autentyczne odgłosy ciężkiej pracy górników, efekty zawału kopalnianego, jadących wózków oraz robót strzałowych. Jedną z największych atrakcji trasy był przepływ łodziami między przystaniami „Szczęść Boże” i „Żmija”. Podróż tym chodnikiem odwadniającym dostarczyła nam niezapomnianych przeżyć i wrażeń, którymi dzieliliśmy się, idąc alejkami Parku Repeckiego do szybu „Ewa”. Zwiedzanie rozpoczęło  się od zejścia wąskimi, krętymi schodami (bardzo ich dużo) do podziemnej przystani. Tam, kilkadziesiąt metrów pod ziemią, ponownie wsiedliśmy do łodzi i przy świetle lamp płynęliśmy najdłuższym w Polsce  przepływem podziemnym. Momentami były chwile niepokoju, kiedy łódź przechylała się to na jeden, to na drugi bok, ale niebezpieczeństwa nie było. Przewodnik, niby wenecki gondolier, tylko „uwięziony” między ociosanymi  skałami, odbijając się rękami od ścian sztolni,  snuł górnicze opowieści o historii podziemi tarnogórskich, gwarkach, skarbniku i czarnych pstrągach. Woda pod łodziami jest krystalicznie czysta, doskonale widać dno, a wprawne oko może dostrzec  pstrąga,  który w ciemnym świetle wydaje się czarny. We wnętrzach Sztolni można spotkać  jeszcze innych mieszkańców – nietoperze, które urządziły sobie tutaj zaciszną sypialnię.

W lipcu 2017 Zabytkowa Kopalnia Srebra oraz Sztolnia „Czarnego Pstrąga” trafiły na prestiżową listę Światowego Dziedzictwa UNESCO  oraz na listę Pomników Historii.

Pogoda tego dnia nam bardzo sprzyjała, słoneczko umilało nam pobyt.  Trochę zmęczeni, ale zadowoleni i pełni wrażeń udaliśmy się na zasłużony posiłek, po czym ruszyliśmy w drogę powrotną do Kielc.

Tekst: Basia Wielińska

Zdjęcia: Alinka Bańkowska, Basia Wielińska