…damy na zamku…

W nocy białe, w dzień kolorowe.

Kiedy dowiedziałyśmy się o wiosennym rajdzie z kijkami, nazwanym „Przedwiośnie”, organizowanym przez gminę Chęciny, zachęcone nazwą i nie tylko, natychmiast podjęłyśmy decyzję o wzięciu udziału w spacerze, tym bardziej, iż  znamy piękne okolice, rozciągające się wokół Zamku Królewskiego oraz naszą ulubioną Górę Zelejową. W ogłoszeniu zaznaczone było, iż rajd nie odbędzie się, jeżeli będzie padał ulewny deszcz… No cóż, deszcz nie padał, tylko wiał mocny wiatr, więc uznałyśmy, że nie stanowi to przeszkody i pojechałyśmy do Chęcin. Jednak byłyśmy w błędzie.

Zbiórka miała być o godz. 10.00. Kiedy podjechałyśmy na miejsce spotkania, parking przy Hali Sportowej  „Pod Basztami”, świecił pustkami, więc stwierdziłyśmy, że jeszcze wcześnie, bo była dopiero godz. 9.35 i na pewno niebawem chętni pojawią się. Nic bardziej mylnego… minuty mijały, wiatr ostro hulał, ani żywej duszy. Udałyśmy się do informacji i ujrzałyśmy na ogłoszeniu notkę, iż rajd odbędzie się w przyszłą sobotę!!  Czyli w tę sobotę wywiało wszystkich, jedynie my odważne i mocarne. No i co ?! Oczywiście, stwierdziłyśmy, że potrafimy sobie zorganizować czas, skoro już znalazłyśmy się na tej gościnnej ziemi chęcińskiej. Zmieniłyśmy miejsce postoju i udałyśmy się na parking przy Zamku Królewskim, gdzie  zaczął się nasz spacer wokół zamku, do zamku i w inne ciekawe miejsca. Łagodne dojście w górę do zamku umilałyśmy sobie „pstrykaniem” zdjęć w towarzystwie przyjaznych rzeźb władców polskich i ich rycerzy. Droga ta prowadzi do wejścia wschodniego, lecz, gdy dotarłyśmy, furta była zamknięta na cztery spusty i widniała propozycja skorzystania z wejścia zachodniego. Nic to, napawałyśmy wzrok wspaniałymi, rozległymi widokami bliższych i dalszych okolic, a tuż u podnóża wzgórza ładnie położone Chęciny, po czym krótki spacer przez las, do wejścia zachodniego.

Jak wiemy, na zamku, oprócz zwiedzania, na turystów czeka kilka atrakcji. Jedną z nich jest zdjęcie na dorodnym rumaku, inną – strzały z łuku do tarczy, ileż to emocji ! Zadałyśmy sobie trochę trudu, aby zejść do lochu, z którego jednak szybko czmychnęłyśmy. Natomiast widok w skarbcu przykuł naszą uwagę na dłużej – zdziwione widokiem ogromnej ilości monet, banknotów i nie tylko, wrzucanych przez zwiedzających, tym bardziej, że to „oszczędzanie” w skarbcu zaczęło się dopiero w 2015 roku.

Następnie, po opuszczeniu zamku, nasze kroki skierowałyśmy na ścieżkę, wijącą się szczytem Góry Zamkowej, która prowadzi na cmentarz żydowski. Znajduje się on po lewej stronie na zboczu wzgórza, a zejście do niego jest dość strome. Mimo, że kirkut zajmuje wielką powierzchnię, to widoczna jest tylko niewielka część, na której znajduje się kilka macew, reszta terenu jest porośnięta krzewami. Niestety, miejsce to wygląda na zaniedbane.

Zbliżała się pora na mały posiłek, tzw. lunch (ang.), więc zadowolone, pełne wrażeń, udałyśmy się do bistro La Baquette, aby pożywić się smaczną sałatką lub innym smakołykiem… wybaczcie, tę część relacji pominę milczeniem, które dla niektórych może zdać się wymowne.

Oczywiście, będąc w tamtych stronach, nie mogłyśmy nie odwiedzić Góry Zelejowej, która jest po prostu cudna i zachwyca pięknymi widokami oraz ciekawymi formacjami skalnymi. Słynęła kiedyś z wydobycia najpiękniejszego w Górach Świętokrzyskich marmuru, zwanego „różanką zelejowską”. Po drodze, pierwsze nieśmiałe oznaki zbliżającej się wiosny cieszyły nasze oczy, a i słoneczko kilkakrotnie uśmiechnęło się do nas zza chmur.

W tym wczesnowiosennym nastroju, bardzo kontente z naszej niezaplanowanej, bardzo ciekawej wycieczki, podczas której nawet silny w porywach wiatr nie przeszkadzał nam, przypomniałyśmy sobie stare porzekadło, wedle którego „nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło”.

Basia Wielińska

Zdjęcia: Małgosia Kędracka, Basia Wielińska